poniedziałek, 11 czerwca 2018

Rozdział II

Jest już 16, zadzwonił telefon: "Proszę o pilny przyjazd na ulicę Kwiecistą 24a. Słyszę z domu obok krzyki pana Jana.". Szybko się zebrali i ruszyli w drogę. Na miejscu byli już po 15 minutach. Nic nie było słychać, całkowita cisza. Przybiegł zaraz mężczyzna z sąsiedniego domu i powiedział, że chciał tam wejść, ale ten wariat znowu mógłby go o coś oskarżyć. Policja weszła do domu, a w przedpokoju, na podłodze leżał pan Jan z ranami ciętymi, kłutymi w brzuchu i okolicach karku. Policjanci zadzwonili do prokuratory, powiedzieli o co chodzi, a półtorej godziny później przyjechał zespół kryminalny. Zaczęli pracować, po dwóch godzinach lekarz sądowy oświadczył, że rany były zadane ostrym, ale krótkim narzędziem w kształcie strzałki, prawdopodobnie z drewnianą rączką, ponieważ w ranach były wbite drzazgi, ale tylko przy ujściu. Podejrzewane było, że była to pika, ponieważ rana była głęboka, a mało szeroka. Nie było śladów pobicia ani duszenia. Gdy przyjechał samochód pogrzebowy, zabrali nieboszczyka, a policja wróciła na komisariat. Padło zdanie "Pola choć do mnie!" - które krzyknął szef zza drzwi. Pola poszła nie pewnie i szef zaczął:
- Pola pamiętasz sprawę sprzed 5 lat o morderstwie z gwałtem?
~ Tak, ale to było w Los Angeles.
- No, właśnie, ale wtedy to Ty znalazłaś morderce i rozwiązałaś całą sprawę. Więc... - zapadła na chwilę cisza, po czym dodał - powinnaś dostać awans.
~ Dziękuję, ale zostaje tutaj?
- Tak. Będziesz dowodzącą do spraw kryminalnych u nas na komisariacie. Aktualnie zajmiesz sie sprawą pana Jana.
~ Tak jest! Dziękuję jeszcze raz za awans.
- Już, dobra, dobra. Leć i zacznij rozwiązywać kto zamordował naszego stałego klienta.
Szef się uśmiechnął, puścił oczko i zamkną za nią drzwi. Wtedy wszyscy wstali i zaczęli bić brawa. Pola pełna energii ruszyła do pracy. Powiedziała, że jeszcze raz jedzie na miejsce zbrodni. Musiała się rozejrzeć, jako nowa kryminalna. Pojechał z nią maciek, jej przyjaciel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz