wtorek, 24 lipca 2018

Rozdział IV

Dojechali na miejsce. Wzięli z samochodu parę rzeczy. Kamery, skrzynkę z różnymi rzeczami, aby znaleźć obce ślady. Wszystko ustawili i poszli czuwać, jedno było na piętrze, a drugie na parterze. Pola słyszała w ciągu nocy jakieś głosy  i chrapanie Maćka. Biedaczek nie dał rady. Wstała z łóżka poszła do drzwi, w których było słychać odgłosy, ale te drzwi były zamknięte. Zeszła na dół, tam nikogo nie było. Wróciła na górę i weszła do pokoju w którym siedziała wcześniej.
Zaczął się ranek. Zapytała Maćka czy coś słyszał, ale on twierdził, że była cisza. Spędzili w tym domu kilka nocy i za każdym razem było tak samo. W końcu powiedziała, że musi zostac sama w tym domu i może wtedy coś znajdzie. Zaczęła się noc i Pola znowu słyszała jakieś odgłosy, ale teraz na dole. Zeszła tam i na stole był wyryty napis: "W tym domu zawsze musi być tylko jedna osoba. Jeśli odkryjesz tajemnicę możesz tego pożałować.". Zadzwoniła po kolegów z pracy, aby sprawdzili jak został wyryty napis i czy zostały jakieś ślady. Niestety nic nie było. Jedyne co udało się ustalić to to, że wyryto napis nożem, którego się teraz już nie używa. Kolejnej nocy, chciała wejść do zamkniętego pokoju, lecz jej się nie udało. Każdej nocy słychać było głosy, aż pewnego dnia otworzyła drzwi i to co zobaczyła, było czymś niesamowitym.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Rozdział III


Jak dojechali na miejsce, rozejrzeli się najpierw na zewnątrz, czy nie ma śladów włamania, a potem przeszukali dom. Pola zajrzała do dokumentów. Znalazła dokument, który pokazuje, że pan Jan zmieniał imię i nazwisko. Wcześniej nazywał się Antoni Markiewicz. Poszperała jeszcze w tych dokumentach i znalazła tylko jeden dokument ze szpitala i to niekompletny. Była to obdukcja, sprzed 7 lat.  Nic więcej nie było, tak jakby nigdy więcej nie był w szpitalu. Potem przeszli do łazienki, znaleźli tam leki na nerwicę, szczoteczkę i inne przedmioty, których się używa w łazience. Obeszli cały dom. Na górze było 5 pokoi, z czego dwa się nie otwierały, a trzeci był zamykany od środka na łańcuch. Jedne z drzwi przykuły uwagę Poli, bo były fioletowe i zamknięte. Ale Maciek ją poganiał i  pojechali na posterunek, powiedzieli szefowi co widzieli i zadzwonił do niech telefon, który mówił, żeby przyjechali do domu pana Jana, a może Antoniego, bo słychać tam jakieś głośne odgłosy. Gdy przyjechali na miejsce, nikogo nie było, żądnego śladu, aby ktoś próbował wejść, ani nic innego. Było tak jeszcze dwa razy, ale za pierwszym znowu nie było śladów włamania, lecz były porozrzucane dokumenty w przedpokoju, a za trzecim razem nic się nie zmieniło. Pola stwierdziła, że zostanie tu na kilka nocy i zobaczy czy coś będzie się działo. Maciek powiedział, że zostanie z nią, bo kobieta nie powinna zostawać sama w nieznanym miejscu. Więc, powiedzieli szefowi o co chodzi i pojechali tam spać. Wtedy zaczęło się słuchanie czy coś jest nie tak czy jest ok.

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Rozdział II

Jest już 16, zadzwonił telefon: "Proszę o pilny przyjazd na ulicę Kwiecistą 24a. Słyszę z domu obok krzyki pana Jana.". Szybko się zebrali i ruszyli w drogę. Na miejscu byli już po 15 minutach. Nic nie było słychać, całkowita cisza. Przybiegł zaraz mężczyzna z sąsiedniego domu i powiedział, że chciał tam wejść, ale ten wariat znowu mógłby go o coś oskarżyć. Policja weszła do domu, a w przedpokoju, na podłodze leżał pan Jan z ranami ciętymi, kłutymi w brzuchu i okolicach karku. Policjanci zadzwonili do prokuratory, powiedzieli o co chodzi, a półtorej godziny później przyjechał zespół kryminalny. Zaczęli pracować, po dwóch godzinach lekarz sądowy oświadczył, że rany były zadane ostrym, ale krótkim narzędziem w kształcie strzałki, prawdopodobnie z drewnianą rączką, ponieważ w ranach były wbite drzazgi, ale tylko przy ujściu. Podejrzewane było, że była to pika, ponieważ rana była głęboka, a mało szeroka. Nie było śladów pobicia ani duszenia. Gdy przyjechał samochód pogrzebowy, zabrali nieboszczyka, a policja wróciła na komisariat. Padło zdanie "Pola choć do mnie!" - które krzyknął szef zza drzwi. Pola poszła nie pewnie i szef zaczął:
- Pola pamiętasz sprawę sprzed 5 lat o morderstwie z gwałtem?
~ Tak, ale to było w Los Angeles.
- No, właśnie, ale wtedy to Ty znalazłaś morderce i rozwiązałaś całą sprawę. Więc... - zapadła na chwilę cisza, po czym dodał - powinnaś dostać awans.
~ Dziękuję, ale zostaje tutaj?
- Tak. Będziesz dowodzącą do spraw kryminalnych u nas na komisariacie. Aktualnie zajmiesz sie sprawą pana Jana.
~ Tak jest! Dziękuję jeszcze raz za awans.
- Już, dobra, dobra. Leć i zacznij rozwiązywać kto zamordował naszego stałego klienta.
Szef się uśmiechnął, puścił oczko i zamkną za nią drzwi. Wtedy wszyscy wstali i zaczęli bić brawa. Pola pełna energii ruszyła do pracy. Powiedziała, że jeszcze raz jedzie na miejsce zbrodni. Musiała się rozejrzeć, jako nowa kryminalna. Pojechał z nią maciek, jej przyjaciel.

niedziela, 10 czerwca 2018

Rozdział I

Pola Grad wróciła z nocnej zmiany, na komisariacie. Była bardzo zmęczona, ciągle dzwonił telefon i co najbardziej denerwowało ją to to, że wszystkie rozmowy były o zwykłych, codziennych sprawach. Najgorsza była ta, co dzwonił pan Jan (stały klient) i chciał, żeby szybko pojechać, bo jego sąsiad próbuje zabić mu kurę. Chcąc nie chcąc trzeba było pojechać, rozejrzeć się. Gdy dojechaliśmy na miejsce, było słychać głośne gdakanie kury, pan Jan szybko wyszedł, zaprowadził nas do stodoły. Weszliśmy, a tam... Leżała już ledwo żywa kura, ale... Nie była zamordowana przez sąsiada, przez psa, osoby, która nas wezwała. Okazało się, że Burek został zamknięty razem z kurami, aby je pilnować przed sąsiadem, a niestety coś go tknęło do takiej zbrodni. Niestety kury nie dało sie odratować.
Jedyne marzenie Poli po powrocie z pracy to było pójść spać. Wykąpała się i zasnęła. Rano obudziło ją miałczenie nad głową jej kotka Filemona, który domagał się jedzenia. Była 12, za 2 godziny musiała zjawić się znowu w pracy, miała nadzieję, że dzisiaj będzie coś ciekawszego niż  szukanie mordercy kury. Ubrała się, uczesała, wyszła do sklepu. Wróciła wyczesała koteczka. Wymieniła karmę, nalała mu wody i wyszła do pracy. Gdy dojechała do pracy, wychodził z komisariatu pan Jan. Zmieniła strój na roboczy i zapytała się kolegów po co on przyszedł. Maciek powiedział ze złośliwością w głosie: "Pan Jan przyszedł dzisiaj, aby poinformować nas, iż jego pies nie miał ani plamki krwi na pysku, więc musiał ktoś inny zabić mu kurę. Kurka miała na imię Antosia i znosiła mu najwięcej jajek. Więc ktoś zrobił to z premedytacją, aby nie miał co jeść na śniadanie." - po czym siadł, dumnie unosząc głowę. Wszyscy zaczęli się śmiać. Krysia nawet się rozmazała, bo tak się śmiała, że aż się rozpłakała. Pola wiedziała, że czeka ją strasznie długi dzień w pracy, ale potem coś się zmieniło.

Hej
Mam zamiar pisać tutaj opowieść kryminalna. Mam nadzieję, że będzie Wam się podobać.